Trawers – Remigiusz Mróz. Czas pożegnań?


Po lekturze finałowego tomu trylogii z komisarzem Forstem podjęłam spontaniczną decyzję * – kończę z Mrozem, zanim on skończy ze mną... Mam dość obgryzionych paznokci, tupania nogą, nerw napiętych jak postronki i skoków ciśnienia. Mało tego, jeśli autor nadal będzie pisał w tym tempie, będę musiała zmienić nazwę bloga na lustro mrozu, a to na pewno nie skończy się dobrze. Dla nikogo.

Co w fabule piszczy?


(uwaga: opis zawiera jeden maleńki, mało istotny spojler)

Wszystkie pożary zgasły. Zostały tylko zgliszcza. Grupa uchodźców miała zostać w Kościelisku tylko przez trzy dni. Wójt zakwaterował ich w sali gimnastycznej, czekając, aż rząd znajdzie dla nich stałe miejsce pobytu. Wszystko zmieniło się, gdy przypadkowy turysta został odnaleziony martwy na szlaku prowadzącym na Czerwone Wierchy. Odcięto mu opuszki palców, wybito wszystkie zęby, a w ustach umieszczono syryjską monetę. Czy Bestia z Giewontu powróciła? A może to któryś z uchodźców jest winny? Rozpoczyna się nagonka medialna, a wraz z nią śledztwo prowadzone przez Dominikę Wadryś-Hansen.

Tymczasem Wiktor Forst wsiąka coraz bardziej w więzienny świat, zupełnie nieświadomy tego, że na wolności jest ktoś, kto liczy na jego ratunek…


Pożegnanie z Forstem

Wszystkie powody, dla których nie powinno się czytać tej serii wypisałam w tym poście . Większość powodów pozostaje aktualnych  podczas lektury Trawersu. Zmianie uległo miejsce akcja powieści, która rozgrywa się głównie w polskich górach, a całość historii nie atakuje zmysłów nadmiarem wydarzeń. Mróz postawił na subtelną grę psychologiczną, pokazał osobowościową stronę postaci, przemycił trochę Chyłki i oczywiście uzbroił Forsta w nowe uzależnienie.

Historia ta, zgodnie ze swoim tytułem, nie pnie się do góry, lecz biegnie swoim trybem mniej więcej w poziomie, stawiając w poprzek wszelkim oczekiwaniom czytelnika**. Gdy już wydaje nam się, że zbliżamy się do w miarę łatwego odbicia fabularnego, które umożliwi bohaterom szybką ewakuację z miejsca zagrożenia okazuje się, że najgorsze dopiero przed nimi. Mało tego, wszelkie asekuracyjne sposoby zawodzą, a nasz bohater buja się na wahadle własnych błędów i odbija od ścian pułapki w jakiej się znalazł. Jak na superbohatera przystało, Forst amortyzuje swoje upadki, wszak dobrze poznał sztukę wspinaczki, ale czy jego wyprawa okaże się owocna? Czy odnajdzie to, czego szuka? Czy udowodni, że nie jest szaleńcem? 

Tego dowiecie się czytając książkę. Jestem bardzo ciekawa, czy tak jak ja na końcu odczujecie swoiste rozczarowanie. To nie tak miało być, drogi autorze. To całkiem nie tak.


Szczegóły
Tytuł: Trawers
Autor: Remigiusz Mróz
Cykl: z komisarzem Forstem
Wydawnictwo: Filia 2016

Ocena
Treść: bardzo dobra, 7/10
Styl: bardzo dobry
Okładka: świetna

*tak, już mi przeszło...
** definicję pojęcia trawers znajdziecie TUTAJ

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zostaw ślad po sobie i proszę, nie obrażaj nikogo.
Masz pytania, wnioski, spostrzeżenia? Pisz śmiało ;)

Lustro Rzeczywistości © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka