Klamki i dzwonki – Magdalena Knedler. Premierowo


Magdalena Knedler bez wątpienia nie jest autorką jednego gatunku. Skąd to wiem? Przeczytałam najnowszą książkę, która właśnie dziś ma swoją premierę i jestem totalnie, niezaprzeczalnie oczarowana. Klamki i dzwonki to powieść obyczajowa z silnie zaznaczonym wątkiem romantycznym, jednak zupełnie pozbawiona pudrowej otoczki i cudownych zbiegów okoliczności. Zaskakuje i rozczula bez używania tanich chwytów. Przeczytajcie.

Co w fabule piszczy?

Eliza Ostaszewska pracuje w bibliotece, a domowy budżet łata korepetycjami. Jednak największym pragnieniem kobiety jest życie z czegoś, co w jej odczuciu robi najlepiej – z poezji. Marzenie zaczyna się spełniać, gdy tuż po ukazaniu się pierwszego tomiku wierszy zaprzyjaźniony pub organizuje poetce wieczór autorski. Niestety radość z sukcesu psuje telefon ze szpitala, który zmienia życie Elizy o sto osiemdziesiąt stopni. Kobieta z dnia na dzień ma zostać matką nastolatki i poprowadzić firmę. Czy Eliza zejdzie na ziemię ze swoich obłoków i poradzi sobie z wyzwaniem? Czy jej delikatna natura przeżyje podjęcie się tak trudnych i wymagających asertywności wyzwań? I wreszcie, czy poetka spotka na swej drodze kogoś, kto okaże się solidnym wsparciem? Przeczytajcie.

I były klamki... i dzwonki

Jestem bardzo ciekawa, jak czytelnicy przyjmą Klamki i dzwonki Magdaleny Knedler. Dla wszystkich tych, którzy kojarzą twórczość autorki wyłącznie z kryminałem, będzie to nie lada niespodzianka. Osobiście jestem wielką fanką powieści i pokochałam ją całym sercem za całokształt – począwszy od uroczego tytułu, przez wciągającą, delikatną treść, aż po cudną, klimatyczną okładkę.

Powieść obyczajową niezmiernie łatwo zepsuć posuwając się do schematycznych rozwiązań, oklepanych wątków czy też osładzając ją zbytnią ilością szczęśliwych zbiegów okoliczności. Na szczęście Magdalena Knedler ma wyczucie jeśli chodzi o kreowanie wiarygodnych sytuacji, a przy tym zachowuje specyficzny, nieco "poetycki" klimat. Troszkę bawi się konwencją i wystawia na próbę cierpliwość czytelnika pokazując postaci, z jakimi możemy się identyfikować, a jednocześnie nadaje im pewnej nierealności. 

Dla przykładu: Eliza jest oderwaną od rzeczywistości poetką, która ma skłonność do popadania w zadumę (nieważne, że zdarza jej się to na środku szpitalnego korytarza), a za chwilę dzielnie stawia na swoim i podejmuje decyzje, jakich nie powstydziłaby się nawet korpo-harpia. Jej powieściowy partner (który swoją drogą był dla mnie obyczajowym wcieleniem komisarza Forsta z powieści Remigiusza Mroza, w wersji soft) – Albert wykonywał swoje obowiązki traktując zawodowe normy niezwykle lekko i nawiązywał mocno nieprofesjonalne relacje, a do tego nie mógł dojść do ładu z własnym życiem. Tych dwoje to jedna z najciekawszych par, jakie miałam okazję poznać czytając setki romansów i gwarantuję wam, że podczas lektury wymknie wam się nie jedno westchnienie ulgi, gdy zaliczycie kolejne schodki fabuły.

Tej nocy śnił mi się Albert Dębski. Tańczyliśmy w jakimś klubie, w tle leciała smętna popowa ballada, on obejmował mnie w talii i… Właśnie. Później akcja skoczyła od razu do ciemnego zaułka – chyba na tyłach knajpy – gdzie obściskiwaliśmy się jeszcze intensywniej. Wszystko prowadziło do „wiadomo czego”. A jednak „wiadomo co” się nie dokonało, bo oto nagle nastąpiło kolejne cięcie, kamera wykonała pijacki półobrót i… Sypialnia. Nie moja, to pewne. W mojej sypialni nigdy w życiu nie było tak czysto i przestrzennie. Albert rzucił mnie na łóżko. Całowaliśmy się. On rozpinał mi bluzkę, a później nagle… zaczął pytać, czy mam jakieś plany. Naprawdę – plany! Na najbliższą przyszłość i życie w ogóle. Chyba nie muszę wspominać, że sytuacja średnio nadawała się do zadawania takich pytań, no ale był to sen, a we śnie wolno wszystko

Magdalena Knedler operuje piórem niczym wytrawna pisarka, a przy tym nie zanudza, leciutko prowadząc czytelnika przez meandry ludzkich losów i rozkochuje w ulicach Wrocławia. Na dodatek oddaje głos kilku bohaterom i pozwala czytelnikom grzebać w duszach, umysłach i uczuciach postaci, które budzą różnorodne uczucia: od uwielbienia po nienawiść. Smaczku dodaje ironiczny humor, plastyczne opisy ulic Wrocławia, zgrabne – jak to u Knedler – nawiązania do wielu dzieł literatury i niesamowity klimat. A całość stanowi pełną, skończoną historię z zaskakującym słodko-gorzkim finałem.

Klamki i dzwonki wprost kipią delikatnością. Nieszablonowa, nostalgiczna i delikatna opowieść o nietypowej, zagmatwanej miłości oczarowuje realizmem, a jednocześnie wywołuje rozkoszny dreszczyk oczekiwania na przecudny finał. Serdecznie polecam nie tylko wielbicielom nostalgicznych obyczajówek, ale również wszystkim tym, którzy w książkach szukają ambitnych treści, a nie chcą się przy tym wynudzić.

Szczegóły
Tytuł: Klamki i dzwonki
Autor: Magdalena Knedler
Wydawnictwo: NovaeRes
Premiera: 14 września 2016

Ocena
Treść: bardzo dobra 8/10
Styl: doskonały
Okładka: piękna


Jeśli jeszcze was nie zachęciłam, przeczytajcie co na temat Klamek i dzwonków pisze w wywiadzie sama autorka:

Klamki i dzwonki to książka bardzo dla mnie ważna. Moja pierwsza powieść obyczajowa, której akcja toczy się w całości w moim rodzinnym Wrocławiu. Każde z opisanych w niej miejsc wiąże się dla mnie z jakimiś wspomnieniami. Jest to przede wszystkim opowieść o miłości, ale nie do końca romans. Raczej historia ludzi, którzy uczą się kochać, dojrzewają do odpowiedzialności za drugiego człowieka. Bo przecież miłość zawsze jest z tą odpowiedzialnością związana. To także opowieść o dorastaniu, a raczej o próbie dorastania - może nawet o tym, że w głębi serca zawsze pozostajemy dziećmi, które boją się wchodzić w związki, podejmować samodzielne decyzje i ponosić ich konsekwencje. To narracja o uwikłaniu w społeczno-zawodowo-rodzinne relacje, powieść o śmierci i o zaczynaniu życia od nowa, o tym, że „love isn't always on time”, jak głosi tekst jednej z popularnych piosenek. Chwilami jest chyba nawet zabawnie...*


*fragment wywiadu dla charaktery.eu. Całość przeczytasz tutaj:  http://charaktery.eu/artykul/magdalena-knedler-dziewczyna-ktora-igra-z-konwencjami

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zostaw ślad po sobie i proszę, nie obrażaj nikogo.
Masz pytania, wnioski, spostrzeżenia? Pisz śmiało ;)

Lustro Rzeczywistości © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka