Listy z dziesiątej wsi – Agnieszka Olszanowska


"Bóg opuścił mnie na worku z mąką”. Tak zaczyna opowieść o swoim życiu Beata, bohaterka "Listów z dziesiątej wsi”. Jej mąż Michał opuszcza ją dla innej kobiety i wyjeżdża do Londynu, a ona zostaje sama z dwoma synami – bez pracy i bez środków do życia.

Czy czytając powyższy opis czujecie się zachęceni? Cóż, ja też nie...
Wiele historii obyczajowych opiera się na podobnym pomyśle i nie ma chyba bardziej oklepanego motywu niż wyjazd na wieś. Jednak w powieści Agnieszki Olszanowskiej jest coś wyjątkowego – pisze ona bowiem o bohaterach niezbyt miłych, zupełnie nieromantycznych i w dodatku takich, którzy nie uczą się na błędach. Żyją w pewnym zawieszeniu, mają klapki na oczach i nie potrafią wydostać się z pułapki własnych ograniczeń. Opowieść autorki (daleka od sielanki, mimo romantycznie ckliwej okładki) wymierza czytelnikowi mentalny policzek – bo życie to nie bajka.

Debiut Agnieszki Olszanowskiej wzbudził we mnie jednak szereg emocji. Po pierwsze dlatego, że doskonale znam okolice jakie opisuje autorka i nawet fikcyjne nazwy niektórych miejscowości nie są w stanie zburzyć mi obrazu pewnej dziesiątej wsi. Autorka pokusiła się o napisanie powieści o prawdziwym, gorzkim życiu w wiejskiej społeczności. Nie ubarwiała, nie koloryzowała, przedstawiała realistyczne, choć nieco przerysowane zachowania bohaterów, którzy niejedno w życiu przeszli, a ich wiara w siebie opiera się na wątłych podstawach. Postaci z dziesiątej wsi nie można polubić, niezwykle trudno się z nimi identyfikować, swoim irracjonalnym zachowaniem wywołują irytację, ale dzięki wyraźnie nakreślonym wadom stają się bliźsi czytelnikowi, niż wtedy, gdyby byli idealni.

Książka ma kilka wad, jak choćby nieprzemyślany podział na trzy części, niedokończenie niektórych wątków, czy zakończenie, które wyprowadza z równowagi. Mam nadzieję, że to celowy zabieg autorki i powstanie kontynuacja, bo nie wyobrażam sobie, by ktoś w ten sposób zamykał historię.

Każda z części powieści (które w zasadzie mogłyby tworzyć trzy oddzielne historie) prezentuje inny poziom. Być może gdyby powieść była obszerniejsza, udałoby się zapobiec pewnym potknięciom.

Część pierwsza wprowadza czytelnika w świat Beaty, kobiety po przejściach. Bohaterka wraca na rodzinną wieś, gdzie chce rozpocząć nowe życie, jednak nie robi tego w sposób, do jakiego przyzwyczaiły nas postaci z innych powieści. Zamiast w podupadającym dworku zamieszkuje w zwykłym czworaku, z czterech stron otoczonym kukurydzą. Nie uprawia winorośli, tylko sprzedaje zapiekanki w budzie na targu. Nie zakochuje się w miejscowym bogaczu, tylko spotyka na swej drodze toksycznego jegomościa, skrywającego mroczną tajemnicę. Na szczęście ratuje chociaż podupadający park, choć i tak robi to we właściwy sobie sposób... Beata zmaga się nie tylko z trudami życia samotnej matki, walczy z własną niezaradnością, ale też musi przeciwstawić się lokalnej społeczności i nauczyć się żyć pod jednym dachem z trudnym bratem. Czy jej się to uda? Przekonajcie się.

Część druga dotyczy listów, jakie na strychu znajduje Beata. Okazuje się, że jej babcia w czasach młodości korespondowała z pewnym... księdzem. Listy duchownego i babki odkrywają przed Beatą rodzinne tajemnice i kreślą niewygodną, ale bardzo intrygującą rzeczywistość wojennych czasów. Rozdział ten okazał się niezwykle udany, wywołał we mnie mnóstwo emocji i myślę, że gdyby autorka mocniej skupiła się na tej części wyszłoby to książce na dobre. 

Ostatni rozdział dotyczy przemiany Beaty, która pod wpływem listów babki odkrywa ważne prawdy nie tylko o sobie, ale też o świecie i kreowaniu przyszłości. Dochodzi do ciekawych wniosków i zaczyna zmieniać swe życie. Czy podejmuje dobre decyzje? To wcale nie jest takie oczywiste, więc zachęcam, byście sami przeczytali.

Podsumowując: Listy z dziesiątej wsi to dobry debiut, który nie tylko łączy czasy teraźniejsze z przeszłością, ale też pokazuje, jak ważne są przemyślane życiowe wybory. Autorka nie stosowała tutaj tanich chwytów rodem z seriali paradokumentalnych, nie poszła również ścieżką wytyczoną przez innych twórców, ale starała się stworzyć coś nowego. Książka jest smutna, niekiedy przygnębiająca i gorzko opisująca rzeczywistość, ale daje do myślenia. Polecam.


Szczegóły
Tytuł: Listy z dziesiątej wsi
Autor: Agnieszka Olszanowska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka 2016

Ocena
Treść: dobra, 6+/10
Styl: bardzo dobry
Okładka: śliczna

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zostaw ślad po sobie i proszę, nie obrażaj nikogo.
Masz pytania, wnioski, spostrzeżenia? Pisz śmiało ;)

Lustro Rzeczywistości © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka