Przedpremierowo – Nie oddam szczęścia walkowerem – Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska


Czytanie literatury kobiecej obarczone jest pewnym ryzykiem, po pierwsze jej ilość na rynku przyprawia o zawrót głowy, a jakość pozostawia wiele do życzenia. Mało tego, literatura kobieca niejednokrotnie porusza tak banalną tematykę, że czytanie każdej kolejnej pozycji przypomina korzystanie z kalki: wciąż patrzymy na to samo, tylko coraz bardziej wyblakłe. W dodatku jeśli sięgamy po pozycję zupełnie nieznanych autorek istnieje ryzyko, że przez ponad 500 stron grozi nam nuda i totalne zniechęcenie. 


Dlaczego zatem zdecydowałam się na lekturę Nie oddam szczęścia walkowerem (w dodatku napisaną w epistolarnej formie i traktującą o życiu trzydziestolatek po przejściach)? To był impuls. I jak widać należy słuchać intuicji, ponieważ tak mądra i inspirująca książka obyczajowa to rzadkość. Podejrzewam również spisek pozytnych pisarek, które pod pseudonimem napisały powieść epistolarną i wmawiając wszystkim, że to debiut – czekają na efekty*. 


Co w fabule piszczy?

W książce znajdziemy historię dwóch przyjaciółek, które odkryły, że miłość i szczęście kpią sobie z metryki, a na naprawę własnego życia nie ma złego momentu. Jagoda i Malina wrzucone w wir życia domowego, monotonnych obowiązków i pozbawionej fajerwerków małżeńskiej stabilizacji (tudzież samotności matki-singielki) spotykają na swej drodze mężczyzn, z którymi chciałyby spędzić resztę życia. Jednak wewnętrzne uprzedzenia, zachowawcze postawy i związana z dorosłością rozwaga odbierają im odwagę do czerpania z życia pełnymi garściami. Przyjaciółki piszą do siebie intymne maile, w których drobiazgowo analizują swe przeżycia i kolejne uczuciowe dylematy, ale robią to w tak subtelny i elokwentny sposób, że czytelnik nie tylko nie odczuwa znużenia, ale wręcz kipi z ciekawości, co będzie dalej. 

Wywody bohaterek brzmiały niezwykle przekonująco, a niektóre z ich naiwnych decyzji działają rozczulająco. Pikanterii dodaje fakt, że jakby nie było, mamy świadomość czytania cudzych listów, czemu zawsze towarzyszą wypieki na twarzy i perwersyjna wręcz ciekawość. 

Dlaczego warto przeczytać?

Ogromną siłą lektury jest jej nowatorska forma, tak rzadko spotykana w polskiej literaturze obyczajowej. Bohaterki powieści otwarcie analizują uczucia, rozkładając na czynniki pierwsze swoje poczynania, decyzje i porywy serca, a do tego zachowują się jak opętane namiętnością nastolatki, choć z założenie powinny być wzorem dojrzałości dla innych. Nasuwa się pytanie, czy trzydziestoparolatce przystoi frywolne zakochiwanie się, motylki w brzuchu i seks na łące? Żeby było ciekawiej, jedna z bohaterek jest redaktorką w piśmie religijnym, więc jej namiętny romans kłóci się z zasadami, jakie na co dzień wyznaje – brakiem rozwiązłości i zachowawczym stosunkiem do seksu, nie wspominając już o uświęconej instytucji małżeństwa.

Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu w powieści znalazłam wszystko to, czego oczekuję od literatury kobiecej: pasję, namiętność, refleksyjność i niesamowitą wiarygodność, co potwierdzały silne emocje, jakie mną targały. Całości dopełnia doskonały, plastyczny i nieco niedzisiejszy język autorek. Same powiedzcie, kto z waszych znajomych używa takich słów jak: regularne konkury, jadło, czy ekskuza? Powieść aż kipi od refleksji, błyskotliwych dygresji i niewymuszonego humoru, a do tego w mądry sposób pokazuje, że w kobiecej przyjaźni tkwi ogromna siła. Posiadając pokrewną duszę nabywamy drugie sumienie (tyle, że obecne w innym ciele) chłodno oceniające nasze poczynania. Jestem przekonana, ze wiele czytelniczek przejrzy się w postaciach Jagody i Maliny niczym w lustrach, a potem nabierze ochoty na to, by zweryfikować własne przyjaźnie w poszukiwaniu ideału.

Historia naszych bohaterek, mimo leniwego rozwoju akcji (o ile w ogóle można powiedzieć o akcji w powieść epistolarnej) wciąga i jest to bez wątpienia zasługa autorek, które stworzyły wiarygodne, targane emocjami i namiętnościami kobiety, jakie możemy spotkać w swoim otoczeniu. Ba! Są to kobiety, którymi same możemy się stać i którym chcemy towarzyszyć podczas wszelkich zakrętów losu, jakie czekają na naszej drodze.

Idealnym odbiorcą Nie oddam szczęścia walkowerem będzie zatem trzydziestolatka, matka i kobieta po przejściach, zwłaszcza ta, która pewnego dnia stwierdziła, że ma dość dotychczasowego egzystowania i szuka drogowskazu – co dalej? Powieść usatysfakcjonuje też wielbicielki refleksyjnej prozy obyczajowej i prostych, choć głębokich opowieści o życiu. 
Jak osiągnąć pełnię szczęścia?
Nie oddam szczęścia walkowerem nie jest książką odkrywczą, nie pokazuje również nierealnej i sielankowej codzienności, nie stawia również na tandetny romans, o cukierkowym finale. Bazuje natomiast na sytuacjach do bólu realnych, opisując słodko-gorzkie oblicze kobiet przeżywających nie tylko drugą młodość, ale też na nowo stabilizujących swoje życie. Lektura zmusza do refleksji nad istotą poszukiwania szczęścia i czerpania korzyści z odrobiny egoizmu. Pokazuje, że ważny jest każdy dzień, który spędzamy w poczuciu, że nic lepszego nie mogło się wydarzyć. Uczy odwagi, by sięgnąć po swoje marzenia i choć raz postawić siebie w pierwszym rzędzie, wszak każda kobieta zasługuje na to, by odnaleźć własny azyl. 


Szczegóły
Tytuł: Nie oddam szczęścia walkowerem
Autor: Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska
Wydawnictwo: Czarna Owca
Premiera: 13 kwietnia 2016

Ocena
Treść: bardzo dobra
Styl: bardzo dobry
Okładka: przeciętna

Za przedpremierowy egzemplarz powieści dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca



* w chwili, gdy pisałam recenzję nie znałam tożsamości pisarek. Dzis wiem, że są to dwie doświadczone redaktorki. Zatem pełen profesjonalizm powieści już mnie nie dziwi :)
kup książkę, nie chomikuj

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zostaw ślad po sobie i proszę, nie obrażaj nikogo.
Masz pytania, wnioski, spostrzeżenia? Pisz śmiało ;)

Lustro Rzeczywistości © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka