Ember in the Ashes. Imperium Ognia – Sabaa Tahir. Piekielnie dobra książka!

mat. prasowe wydawnictwa Akurat

Dzisiaj będzie długo, ale muszę, po prostu MUSZĘ dać upust swoim emocjom, bo inaczej spłonę w ogniu. Ogniu Imperium.

Zacznijmy od tego, że An Ember in the Ashes to nie jakaś tam zwyczajna dystopia, aoprzewidywalnym rozwoju akcji. To też nie poczciwe Young Adult, w którym banalne problemy młodych młodych ludzi wynikają z ich niedojrzałości, ani nawet nie zwyczajne fantasy ze stadem dziwnych istot magicznych zmieniających kształty na żądanie... Imperium ognia stanowi fenomenalne połączenie wszystkich tych gatunków, zmiksowanych w odpowiednich proporcjach oraz doprawionych mrocznym i brutalnym klimatem dawnego Rzymu. 
Lubię porównania, wiecie? I gdybym miała przywołać powieści najbliżej związane z Imperium ognia byłby to Szklany tron Sarah J. Maas ze względu na miejsce akcji i mój ukochany Pocałunek Kier Lynn Raven z uwagi na rozwój wydarzeń i zbliżone rozwiązania fabularne. Wielbicieli tych powieści namawiam, nie wahajcie się!

Zarys fabuły

Laia należy do kasty Scholarów (Uczonych). W wyniku ataku Masek traci ostatnich członków rodziny, a jej brat trafia do więzienia za podejrzenia działalności w ruchu oporu. Laia decyduje się zawrzeć pakt z rebeliantami, by ocalić życie brata. Jako niewolnica trafia do Czarnego Klifu, jednostki szkolącej kolejne pokolenia Masek – brutalnych wojowników broniących Imperium. W Akademii poznaje Eliasa, który jest... odmieńcem. Mimo wielkiej siły, sprytu i talentu do walki Elias czuje się wśród Masek nie na miejscu i chce zdezerterować. Zdaje sobie jednak sprawę, że niepowodzenie ucieczki przyniesie mu śmierć w męczarniach, na oczach wszystkich uczniów, w dodatku poniesioną z rąk okrutnej komendantki (nota bene nienawidzącej go matki).

Losy Lai i Eliasa splatają się i zmieniają bieg wydarzeń w Czarnym Klifie, jednak uprzedzam Wasze kręcenie nosem. Imperium ognia daleko do romansu i mimo istniejących w powieści trójkątów, a nawet czworokątów, nie uświadczycie tutaj namiętnych pocałunków o zmroku, ani miłosnych westchnień kochanków (nad czym oczywiście ubolewam). Główną osią fabuły jest turniej, mający na celu wyłonienie nowego imperatora. Kandydatów jest czterech, doskonale dobranych, specyficznych i zorientowanych na cel. A cel jest jeden – zwycięstwo, innej drogi nie ma. Jak potoczą się losy naszych bohaterów? Nawet sobie tego nie wyobrażacie, ponieważ Imperium ognia to zupełnie nowe oblicze powieści dla młodego czytelnika.

Magia i powiew świeżości

Miejscem akcji jest świat stylizowany na starożytny Rzym, jednak wzbogacony o garść magicznych stworzeń: ghule, dżiny, augurzy to tylko niektóre postaci, z którymi spotkacie się na kartach powieści. Oprócz tego możecie liczyć na sporą dawkę magii i tajemniczych mocy, mnóstwo mrożących krew w żyłach przygód i klimat rodem z najlepszych fantastycznych powieści. Porównania do takich hitów jak Harry Potter czy Gra o Tron wcale nie są przesadzone.

Sabaa Tahir stworzyła nowy świat, pełen tajemnic, honorowych reguł, intryg i proroctw, a do tego poprowadziła akcję w sposób nie pozwalający na nudę. Brutalne sceny mrożą krew w żyłach, nagłe zwroty akcji zaskakują, a napięcie doprowadza czytelnika niemal do palpitacji serca. Dawno nie czytałam książki podobnego typu dosłownie na wdechu, największym dowodem mojej fascynacji jest fakt, że powieść skończyłam o 3 w nocy!

Najlepsze książki to te, które wywołują kaca. Nie zrozumcie mnie źle, ostatnio intuicja mnie nie zawodzi, ale czegoś takiego się nie spodziewałam. Ember in the Ashes wywołuje morze emocji, zapewnia rozrywkę na najwyższym poziomie i rozdziera serce. Są tam momenty, w których ma się ochotę rzucić książką o ścianę i szaleć z rozpaczy, by za chwilę znaleźć iskierkę nadziei i ukojenie. Rozwiązania, jakie zastosowała autorka jednocześnie denerwują i zachwycają, a rozwój akcji sprawia niebywałą satysfakcję. Poszukiwanie przez bohaterów właściwej drogi postępowania, ich wybory i dylematy sprawiają, że czytelnik staje się elementem fikcyjnego świata i mimo strachu, nie chce z niego wychodzić. Uwielbiam to uczucie i myślę, że nie jestem w tym odosobniona.

Sabaa Tahir zastosowała jeszcze jeden szalenie irytujący zabieg, mianowicie opowiedziała historię swoich bohaterów z dwóch perspektyw. Narratorami naprzemiennie są Laia i Elias, a każdy rozdział kończy się tak, że nie ma gdzie wetknąć zakładki, występuje za to przymus czytania.

To nie koniec zachwytów. 

Na uwagę zasługuje również kreacja postaci, charakternych i spójnych, a jednocześnie nieprzewidywalnych. Mistrzostwem świata są oczywiście Laia (pokochacie ją!) i Elias (choć czasem brakowało mu cojones), ale to postać komendantki, jako czyste zło, najmocniej zapadła mi w pamięć. Ta kobieta to nie tylko pozbawiona duszy totalna socjopatka, ale też wyposażona w dodatkowe zmysły prawdziwa tyranka. Nietrudno mi wyobrazić sobie jej rolę w ekranizacji (oczywiście prawa zostały już wykupione). Teraz kiepska wiadomość – premiera drugiego tomu za granicą jest przewidziana na sierpień 2016. Doprawdy nie wiem jak zniosę tak długie oczekiwanie... Na szczęście Imperium ognia nie kończy się w połowie akcji i jestem w stanie przewidzieć, czego będzie dotyczył drugi tom, ale nie zmienia to faktu, że tak dobrą opowieść aż żal przerywać.

Ember in the Ashes. Imperium ognia to idealna rozrywka dla młodego czytelnika spragnionego dobrego, nieszablonowego fantasy. Jest krwawo, dynamicznie, wciagająco i mrocznie, a do tego grozi Wam powódź emocji (niekoniecznie romantycznych).  Serdecznie polecam, jeżeli mieliście jakiekolwiek obiekcje co do tego tytułu – porzućcie je. Nie pożałujecie.

Szczegóły
Tytuł: Ember in the Ashes. Imperium ognia
Autor: Sabaa Tahir
Przekład: Jerzy Malinowski, Marcin Wawrzyńczak
Cykl: An Ember in the Ashes, tom I
Wydawnictwo: Akurat 2015

Ocena
Treść: 6/6
Styl: 5/6
Okładka: 5/6

Za egzemplarz powieści dziękuję Wydawnictwu AKURAT, a za polecenie Beacie Greckiej.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostaw ślad po sobie i proszę, nie obrażaj nikogo.
Masz pytania, wnioski, spostrzeżenia? Pisz śmiało ;)