Ostatnie dni Królika – Anna Mc Partlin. Śmierć jest początkiem.


Niezwykle trudno czyta się książki o chorobach i śmierci, zwłaszcza teraz, gdy nasze myśli biegną ku wspomnieniom o bliskich. Każdy z nas stracił w życiu kogoś, kto był dla nas ważny, może była to babcia, dziadek, rodzic czy przyjaciel. Zastanawialiście się kiedyś, czy pożegnanie ma znaczenie? Czy można przygotować się na czyjąś śmierć? Ostatnie dni Królika to opowieść o świadomym pożegnaniu. Niezwykle bolesnym, a jednak dającym nadzieję. To jedna z tych pozycji, którą każdy powienien przeczytać.

Czterdziestoletnia Mia Hayes, przez wszystkich nazywana Królikiem, umiera. Nawrót raka zmusza bliskich kobiety do umieszczenia jej w hospicjum i choć nadzieja na znalezienie cudownego leku nadal w nich istnieje, powoli godzą się z tym, co nieuniknione. Rodzice, rodzeństwo i ich dzieci a także dwunastoletnia córeczka Mii radzą sobie z nadchodzącą śmiercią uciekając się do różnych sposobów. Molly, matka chorej na wszystkich krzyczy i sprowadza księdza, mimo, że córka jest ateistką. Siostra zastanawia się, czy w jej sercu znajdzie się miejsce dla kolejnego dziecka (wszak swoich ma już czworo), a jednocześnie ciągle ma nadzieję, że Królik wyzdrowieje. Juliet, córka Mii jest utrzymywana w nieświadomości przez resztę rodziny i cały czas liczy na to, że mama wróci do domu. Brat rockandrollowiec przerywa trasę i odkrywa w sobie nowe pokłady odpowiedzialności, czym zaskakuje pozostałych. A najbliższa przyjaciółka Królika chłodno ocenia sytuację i... zabrania jej umierać. Ostatnie dziewięć dni życia Królika to czas wspomnień o minionych latach, ploteczki i małe dramaty skłaniające czytelnika nie tylko do tego, by wylać morze łez, ale też by zastanowić się nad istotą życia.

Nie lubię książek o raku. Nie sięgam po nie bez wyraźnego przymusu ze strony bratnich dusz czytelniczych, ale tym razem zachęcona recenzjami Beti G i Bujaczka po prostu nie miałam wyjścia. Myślałam, że wyleję morze łez i doznam urazu emocjonalnego, po którym długo nie będę mogła się pozbierać, ale o dziwo tak się nie stało. Ostatnie dni Królika to książka, która mnie rozbawiła, poprawiła nastrój, dała nadzieję na to, że koniec wcale nie musi być zły, a śmierć może stać się początkiem czegoś dobrego. Wbrew wszystkiemu powieść Anny Mc Partlin afirmuje życie i pokazuje wszystkie jego blaski. 

Spójrzcie na okładkę, czy tak wygląda przygnębiająca powieść o umieraniu? Absolutnie nie! Wydawnictwo oddało w ręce czytelników książkę nie tylko piękną treściowo, ale też wizualnie. Cudna, minimalistyczna okładka, cudownie wielka czcionka i treść podzielona na sensowne rozdziały i podrozdziały aż zachęcają do czytania, a lekki, plastyczny styl autorki wciąga od pierwszych stron. I nieważne, że bohaterowie używają niecenzuralnego słownictwa, bluźnią przeciwko Bogu i ciągle nawiązują do śmierci – gwarantuję Wam, że nie oderwiecie się od lektury i naprawdę będziecie się śmiać (choć być może przez łzy).



Pokochałam bohaterów całym sercem i zapragnęłam znaleźć się wśród nich, mimo niesprzyjających okoliczności. Rodzina Mii to osoby, które chciałoby się mieć wokół siebie, opiekuńcze, trochę szalone, maksymalnie zaangażowane w życie rodzinne i kochające bliskich każdą cząstką siebie. Nie myślcie sobie, że to byli ludzie bez skazy, każdy z nich miał na sumieniu mniejsze i większe grzeszki, ale wszyscy razem tworzyli niezwykle zżytą mieszankę wybuchową, mimo dzielących ich odległości. 

Postać Mii (ciągle nazywanej Królikiem, co jako jedyne mnie w powieści okropnie irytowało) była ogniwem łączącym wspomnienia wszystkich członków rodziny. Powieść jest bowiem zbiorem obrazów z życia rodziców, rodzeństwa i przyjaciół Królika, przeplatanych jej sennymi marzeniami. Momenty, gdy cierpiąca odpływa po lekach w stan nieświadomości ukazują czytelnikowi świat Królika w czasach młodości. Jej pasje, marzenia, dokonania i miłości poznajemy właśnie dzięki sennym migawkom. To z nich dowiadujemy się kim był Johnny, jej największa miłość i przyznam szczerze, że była to najbardziej wzruszająca historia jaką ostatnio czytałam.

Akcja powieści (o ile można mówić w tym przypadku o "akcji") rozgrywa się przy łóżku chorej, to tam wszyscy plotkują, wspominają, płaczą i śmieją się niemal jednocześnie. Otoczona miłością i ciepłem Mia może w spokoju przygotować się na śmierć, choć nieuchronność losu niemal rozrywa serce czytelnika. Generalnie powieść ta wzbudza morze emocji i w zależności od tego jak wiele śmierci macie za sobą będziecie bardziej lub mniej wzruszeni. Przewiduję, że co wrażliwsze dusze nie obędą się bez kartonu chusteczek, więc od razu się w nie zaopatrzcie. 

Autorka sprawnie, a zarazem subtelnie przekazuje trudne tematy i skłania do refleksji, pokazuje jak wielkie znaczenie ma całe życie człowieka i jak można wpłynąć na jego jakość. Powieśc zaserwuje Wam kąpiel w emocjach, to lektura w której ból łączy się z miłością, humor z ogromnym smutkiem, a nadzieja uparcie walczy z przeznaczeniem. Przeczytajcie tę książkę, niech zajmie miejsce w Waszym sercu, być może wtedy zrozumiecie, że śmierć nie jest końcem niczego. Jest początkiem wszystkiego. Z całego serca polecam.

Szczegóły
Tytuł: Ostatni dni Królika
Autor: Anna McPartlin
Przekład: Marcin Wróbel
Wydawnictwo: Harper Collins 2015

Ocena
Treść: 5/6
Styl: 5/6
Okładka: 6/6

Za egzemplarz powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Harper Collins





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zostaw ślad po sobie i proszę, nie obrażaj nikogo.
Masz pytania, wnioski, spostrzeżenia? Pisz śmiało ;)