Bez szans – Mia Sheridan. Przedpremierowo


Każda kolejna powieść Mii Sheridan powieść jest dla mnie zaskoczeniem. Każda z nich zabiera mi cząstkę duszy, dając w zamian porażający koktajl emocji. I może to wszystko jest trochę przewidywalne i nieco zbyt melodramatyczne, ale za każdym razem zostaje w pamięci na długo po przewróceniu ostatniej strony. Bez szans to opowieść o miłości, bezgranicznej, altruistycznej i idealnej. Dajcie się porwać.

Co w fabule piszczy?

Tenleigh Falyn walczy o przetrwanie każdego dnia. Mieszka z chorą psychicznie matką i starszą siostrą w małym, ubogim miasteczku, którego jedyną "zaletą" jest kopalnia węgla. Marzy o tym, by zdobyć stypendium dla najzdolniejszych uczniów i wyrwać się z miejsca, o którym zapomniał nawet Bóg. 

Wybuch w kopalni zabrał Kylandowi Barrettowi ojca i brata. Chłopak musi sam zadbać o swoje utrzymanie, a dodatkowo uczyć się, by podobnie jak Tenleigh wyrwać się z miasta. Oboje marzą o stypendium, z tym że ono jest tylko jedno...

Na dodatek chłopak skrywa niejedną mroczną tajemnicę. Los połączy tych dwoje w dramatycznym tańcu pragnień, bólu, przebaczenia i ofiary. 

„– Przepraszam – wyszeptałam. Za to, że nie potrafię przestać pragnąć, żebyś całował mnie do utraty tchu. Za to, że nie potrafię zapomnieć o tym, jak smakowałeś. Że zastanawiam się, czy kiedykolwiek jeszcze poczuję taki sam dreszczyk emocji, jaki poczułam, kiedy twoje usta dotknęły moich. Że kłamię i udaję zadowolenie, że jesteśmy tylko przyjaciółmi”

Początkowe rozdziały Bez szans wprawiły mnie w konsternację. Historia wymyślona przez Sheridan wyglądała jak typowa dystopia (sic!) – świat pełen głodu, walka o przetrwanie czy zdobywanie pożywienia w lesie przypomniały mi największe hity młodzieżowych powieści ostatnich lat. Natomiast chwilę później okazało się, że to nie fikcyjny świat, tylko Ameryka, o jakiej nikt z nas nie chce wiedzieć. Uboga, robotnicza, uzależniona od surowców naturalnych. W takich realiach przyszło żyć naszym bohaterom (swoją drogą doskonale wykreowanym). Po typowej dla Mii Sheridan początkowej nudzie czytelnik zostaje wrzucony w wir emocji oraz poznaje miłość, jaka nie miała prawa się zdarzyć.

Ten (imię Tenleigh mnie okropnie irytowało) i Kyland zacieśniają więzi, choć wszystko im mówi, ze nie powinni, Rywalizują o jedno stypendium i żyją ze świadomością, że za kilka miesięcy będą musieli się rozstać. Jednak przyciąga ich do siebie ogromna siła namiętności i uczuć, wynikających z tej samej sytuacji życiowej – bohaterowi są sobie bliscy niejako "z urodzenia", doskonale się rozumieją i w pewien sposób uzupełniają. 

Autorka jednak nie pozwala im na sielankę, a sposoby, które wymyśliła, by ją zburzyć są doprawdy zaskakujące. W powieści znajdziecie również sporo erotyki (ale nie takiej rodem z 50 twarzy Greya) i oczywiście dylematów związanych z podejmowaniem decyzji. Pod względem dramatyzmu i poruszonych problemów książce bliżej do mojego ulubionego Bez słów niż nieco bardziej rozrywkowego Bez winy, ale wszystkie części z tego osobliwego cyklu mają w sobie coś specjalnego. 

"Na dźwięk jego schrypniętego głosu spojrzałam mu prosto w oczy. Zamilkłam. Na twarzy Kylanda malowało się jakieś zacięcie i stanowczość. Powietrze zgęstniało od napięcia. Staliśmy oboje w milczeniu. Kyland zaciskał szczęki. Przysunął się do mnie jeszcze bliżej, moje serce zaczęło szaleńczo dudnić, a oddech stał się urywany. Dobry Boże, był taki piękny, czułam zapach jego skóry, czysty i męski, z leciutką nutką soli. Chciałam otworzyć usta i wciągnąć otaczające powietrze, tak by poczuć jego smak na języku".

Nie mogę powiedzieć, że tak historia szczególnie głęboko mnie poruszyła, niektórych rzeczy po prostu się spodziewałam, ale i tak podziwiam autorkę za kreowanie historii nieco na przekór oczekiwaniom czytelników. Mia Sheridan zawsze robi coś, co sprawia, że czytelnik zamiera nad lekturą i nie może uwierzyć w to, co czyta, po czym jest trzymany w niepewności przez nieskończoną ilość czasu, by na koniec utopić się w powodzi emocji. Ale czy nie o to chodzi w prawdziwym romansie? 

Polecam wielbicielom pióra autorki, ale też tym, których wcześniejsze książki nie przekonały Bez szans pokazuje kolejną odsłonę talentu Mii Sheridan i udowadnia, że jeśli chodzi o miłość nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. 

Szczegóły
Tytuł: bez szans
Autor: Mia Sheridan
Wydawnictwo: Otwarte
Premiera: 1 lutego 2017
Gatunek: New Adult

Ocena
Treść: bardzo dobra
Styl: bardzo dobry
Okładka: ładna

Udostępnij ten post

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz

Zostaw ślad po sobie i proszę, nie obrażaj nikogo.
Masz pytania, wnioski, spostrzeżenia? Pisz śmiało ;)

Lustro Rzeczywistości © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka